czwartek, 10 lutego 2022

Bielenda Eco sorbet malinowy krem do twarzy

Widziałam gdzieś u kogoś na blogspocie recenzję malinowego kremu do twarzy. No i oczywiście nie mogę teraz znaleźć. Ale podobno zapach nieziemski. Więc jak byłam w drogerii i był wystawiony cały pojemnik próbek, to spytałam się czy mogę wziąć dziesięć. Ekspedientka powiedziała, że oczywiście, bo mało kto bierze próbki. Tu nastąpił lekki szok i próbki powędrowały do kieszeni kurtki.

Miałam zamiar zużyć wszystkie i kupić coś z tej serii. Teraz wiem, że nie będzie to na pewno krem do twarzy. 


Kolorystyka opakowania najlepsza, bo różowa. Zapach naprawdę obłędny - jogurt malinowy. Pycha. Krem jest delikatnie różowy i ma lekką konsystencję. Szybko się wchłania oraz zostawia taką delikatną warstwę. Nawet nie film, bo się nic nie świeci. I tu kończą się plusy.


Za słabo nawilża moją skórę, totalnie nic nie robi i chyba zapycha mnie na brodzie. Nie ma faktora, więc nie nadaje się na dzień.


Dlatego po dwóch próbkach rezygnuję z dalszego testowania. Próbeczki przekażę dalej. Jeśli ktoś chętny, to proszę o informację w komentarzu.

Przejrzałam na stronie Bielendy, że w ofercie są jeszcze maseczki w saszetkach i serum. Nie mam do nich przekonania. Płynów micelarnych nie używam. Ale są pianki micelarne w różnych zapachach (równie apetycznych) i tonik w mgiełce. To na pewno kupię, właśnie ze względu na zapachy. Bo zapach jest po prostu obłędny!

środa, 9 lutego 2022

Oriflame Oczyszczająca maseczka z łopianem Love Nature

 Otrzymałam tą maseczkę jako prezent do zamówienia od swojej konsultantki. Ucieszyłam się i jak to ja, rzuciłam do pudełka z resztą maseczek.

Przyszedł jednak moment , w którym postanowiłam, że dziś będzie maseczka z glinką. I pomimo wielu ciekawych opcji, fioletowy kwiat z opakowania od razu mnie zauroczył. Nawet nie szukałam dalej.

Łatwo się ją otwiera tzn dobrze się oddziera . A w środku jasnoróżowa, gęsta masa o delikatnym kwiatowym zapachu. W opakowaniu jest 10 ml i jest to idealna ilość na raz. Nawet mnie to zaskoczyło, bo myślałam, że będzie na dwa razy. Ale szczerze ucieszyłam się, że po użyciu wyrzucam opakowanie bez kombinowania jak przechować resztkę, żeby nie zeschła się.

Maseczka bardzo dobrze się zmywa. Wystarczy gąbka i ciepła woda. Bez żadnego tarcia i domywania.

Po użyciu skóra jest matowa i czuć że jest świetnie oczyszczona. Jednocześnie nie czułam, żeby skóra została przesuszona. Na pewno też ładnie się "napięła".

Nie było żadnego dyskomfortu ani podrażnień.

Jestem nią zachwycona. Będę ją kupować regularnie, jak tylko będzie w promocji w katalogu. Polecam!

A na koniec reklama koleżanki. Jeśli jesteście zainteresowane kosmetykami Oriflame to polecam moją konsultantkę. W linku poniżej namiar:

https://pl.oriflame.com/products/digital-catalogue-current?PageNumber=1&store=karolinasad

W Oriflame konsultantki mają możliwość wystąpienia o limit kredytowy. Wtedy zamawiacie kosmetyki i otrzymujecie fakturę z odroczonym terminem płatności. Kiedyś jak byłam konsultantką wiele razy z tego korzystałam. Fajna opcja

wtorek, 8 lutego 2022

Lancome Absolue L'extrait Ultimate Essence

Dzisiaj będzie na bogato, czyli serum z Lancome z komórkami macierzystymi z róży Lancome. Wygląda luksusowo, ma bogaty skład i jeszcze wyższą cenę.

Kosmetyk trafił w moje łapki jako prezent. Na razie jeszcze mnie nie stać na zakup takich drogich cacek. Gdybym nie musiała się liczyć z pieniędzmi, na pewno by mnie zainteresowało ze względu właśnie na różę, którą kocham.

Jak odpakowywalam to serum to czułam prawdziwą ekscytację. W rękach miałam odrobinę luksusu. A w środku piękna szklana buteleczka i pipeta na klik.

Serum jest płynne, przezroczyste i pachnie delikatnie niczym perfumy. Moja wersja nie zawierała polskiej wersji językowej, ale na szczęście są internetowe translatory.

W dołączonej książeczce była instrukcja nakładania, czyli jak rozprowadzić i wmasować esencję w skórę twarzy. Pierwszy raz poświęcałam tak dużo czasu na pielęgnację.

Załączona pipeta jest bardzo praktyczna, jednak wolałabym, żeby nabierała więcej produktu. Sam kosmetyk żeby się wchłonąć potrzebował paru minut. Pomimo lekkiej oleistości, po wchłonięciu zostawiał matową skórę.

Już po paru dniach stosowania zauważyłam poprawę stanu cery. Zmniejszyły się pory, a skóra stała się gładsza i miła w dotyku. Moje czerwone plamy na policzkach zdecydowanie zbladły. Zauważyłam też rozświetlenie i wyrównanie kolorytu. Więc efekt mocno pozytywny.

Niestety po 3-4 tygodniach stosowania okazało się, że mojej skórze brakuje nawilżenia. Pomimo wielu pozytywnych aspektów, docelowo serum za słabo mnie nawilżało. A nie odczułam tego, ponieważ esencja jest delikatnie tłusta przy nakładaniu.

Wtedy też zaczęło pojawiać się delikatne szczypanie po nałożeniu. Potem niestety doszło lekkie podrażnienie u mnie objawiające się czerwonymi plamkami na twarzy. I tak po trochę ponad miesiącu zaprzestałam stosować ten kosmetyk systematycznie. Potem próbowałam stosować serum okazyjnie, ale niestety moja skóra już go nie lubi. Ale to nie dlatego, że serum uczula. Moja skóra nie lubi wyciągów i ekstraktów z roślin. I między innymi na liście najbardziej szkodzących mi roślinek jest moja ukochana róża. Wiedziałam od samego początku, że moja przygoda z tym produktem może się tak zakończyć.

Jednak efekty, które uzyskałam są na tyle fajne, że mogę wam to serum polecić. Jest ono aktualnie na wyprzedażach, więc można je kupić dużo taniej niż kosztowało pierwotnie. Ale tylko wtedy, gdy wydatek rzędu 500zł nie uszczupli naszego budżetu. W każdym innym przypadku polecam poszukać czegoś innego :)

Pudełko wyrzuciłam, bez robienia zdjęcia, więc skład przepisuję z internetu.

INCI: Water/aqua, glycerin, butylene glycol, alcohol denat, hydroxypropyl tetrahydropyrantiol, dipropylene glycol, propylene glycol, hydrolyzed linseed extract, sodium hydroxide, sodium benzoate, phenoxyethanol, adenogine, PPG-6-decyltetradeceth-30, PEG-8, limonene, xantham gum, linalool, propanediol, capryloyl salicid acid, caprylyl glycol, rose extract, disodium EDTA, methyl gluceth-20, citronellol, coumarin, parfum.

poniedziałek, 7 lutego 2022

Kérastase Aura Botanica Baume Miracle naturalny balsam do włosów

Trafił ten cudak w moje łapki i zatrzymałam go tylko dlatego, że to w końcu Kérastase. Ich pielęgnacja nie jest na mój budżet. Postanowiłam przetestować z ciekawości i chciałam zaznać trochę tego luksusu 🙈

W brązowym kartoniku znajdujemy brązowy słoiczek ze złotą nakrętką. Od początku jest na bogato. Zaskoczeniem może być pojemność bo to tylko 50ml produktu do włosów i ewentualnie do ciała. Wydaje się mało, dopóki nie zobaczymy konsystencji. Zbite, twarde masełko w kolorze wazeliny. Na początku mazałam paluchem po powierzchni i używałam tego balsamu miejscowo na przesuszoną skórę na ciele. Ale szczerze bez szału było to działanie. Ale niewątpliwym plusem jest to, że samego magicznego balsamu też nie ubyło.


Potem przyszły mrozy i moje włosy zamieniły się w suche, sterczące patyki. I właśnie wtedy postanowiłam zaryzykować i nałożyć tego tłuścioszka na końcówki i przy skórze głowy na linii włosów i czoła. Producent zaleca nabrać trochę kosmetyku, rozetrzeć w dłoniach i nałożyć. Faktycznie po chwili rozcierania w dłoniach otrzymujemy coś w konsystencji podobnego do suchego olejku. Wtarłam produkt we włosy wieczorem i miło się zaskoczyłam, bo włosy nie stały się tłuste. Rano nadal ładnie pachniały. Już w trakcie mycia głowy, pod palcami poczułam, że włosy są dużo miększe. Nie sterczały i pięknie się układały. Nawet po myciu były mięciutkie i dobrze się rozczesywały.


Jestem absolutnie pod wrażeniem. Dawno nie miałam tak przyjemnych w dotyku włosów. Jedynie tracą na objętości, bo są śliskie, proste i przez to lepiej przylegają do głowy. A ja lubię mieć jednak burzę włosów.


Magiczny balsam pachnie drzewno-orientalnie. Ale  zapach nie jest intensywny. Przyjemny, nie wywołuje migreny. Jak przebije się tą twardą warstwę na górze, to pod spodem jest już dużo miększy. Złote wieczko słoiczka wygląda pięknie, ale zostają na nim tłuste ślady po palcach.


Czy kupię gdy mi się skończy? Jeśli sytuacja finansowa mi na to pozwoli, to chyba tak. Jednak pomimo świetnej wydajności, jest to produkt drogi.

niedziela, 6 lutego 2022

Bielenda Sexi Mama nawilżająco-regenerująca mgiełka do ciała

Kupiłam tą mgiełkę w drogerii na wyprzedaży, ze względu na krótką datę. Za 3-5zł, więc naprawdę okazyjnie.

Dla mnie nazwa serii, to jakaś porażka. Która kobieta z własnej nieprzymuszonej woli chciałaby kupić coś co się nazywa "Sexi mama"???

Ale wracamy do kosmetyku. Zaletą tej mgiełki jest rozpylacz - tworzy szeroki wachlarz drobniutkich kropek. Mgiełka pachnie tureckimi różami. Uwielbiam, a w tej mgiełce aromat nie jest nachalny. Nie klei się na skórze i szybko się wchłania. Jest w niebieskiej butelce, ale sam płyn jest lekko żółty.

Warto zwrócić uwagę, że w składzie nie ma alkoholu a jest gliceryna i pantenol. Dzięki temu ta mgiełka daje uczucie ukojenia i nawilżenia. Nie zastąpi balsamu przy suchej skórze, ale jest dobrą alternatywa, gdy nie mamy czasu lub siły na kompleksową pielęgnację.

Mgiełka jest wydajna. U mnie przeleciala data, ale ponieważ nic się z nią nie działo, to zużyłam ją do końca. Na pewno kupię kolejną, ale chyba od razu zerwę tą naklejkę z nazwą, żeby mnie nie drażniła.

Jeśli szukacie fajnej, niedrogiej mgiełki, to polecam wam konkretnie tą :)

czwartek, 3 lutego 2022

Selfie Project truskawkowy peeling drobnoziarnisty


Co za bubel!!!

Teraz jak już wykrzyczałam najgorsze, napiszę resztę. Kupiłam wszystkie trzy czyli truskawkowy peeling drobnoziarnisty, oczyszczający z awokado i enzymatyczny z papają. Mają urocze opakowania, nie są drogie a ja byłam ciekawa marki Selfie Project.

Zaczęłam od truskawkowego (różowego), bo rzadko który kosmetyk pachnie ładnie truskawkami. Tu zapach jest naprawdę udany. Może to nie są truskawki prosto z koszyczka, ale coś bardzo podobnego, nie chemicznego. Dla mnie to połączenie kiślu truskawkowego z odrobiną wiśniowego. Pyszny zapach. Kolor ma piękny, bo taki soczyście czerwony, natomiast jest rzadki. Potrafi spłynąć lub gdzieś się ześlizgnąć. Od razu widać, że drobinek jest malutko. I dokładnie to samo czuć pod palcami, czyli praktycznie nic (poniżej zdjęcie na palcu przeschnięciu peelingu). W czasie masowania twarzy zamienia się w przyjemną jasnoróżowa piankę i delikatnie mnie szczypie - nie wiem czy to tylko u mnie taki efekt.

Po zmyciu i osuszeniu twarzy mogę powiedzieć, że jest matowa, odświeżona i być może delikatnie oczyszczona. Jednak jest to efekt, który można uzyskać żelem do mycia twarzy, a ja liczyłam na peeling i usunięcie martwego naskórka. I już tylko tu wielki minus. Natomiast drugi minus to zaczerwienienie, nawet powiedziałabym podrażnienie, które pojawia się po zastosowaniu. Podejrzewam, że użyłam bym go jeszcze parę razy i skończyło by się uczuleniem.

Opakowanie starczyło mi na trzy użycia.

U mnie totalnie się nie sprawdził - za słaby zdzierak plus podrażnił. Ale chętnie kupiłabym żel pod prysznic o takim zapachu. Albo żel oczyszczający do twarzy. Niedługo się przekonam jak reszta peelingów z tej serii...

wtorek, 1 lutego 2022

Eveline maseczka Organic Gold intensywnie rewitalizująca maska do twarzy

 Jestem mamą, więc wszędzie, zawsze jest ze mną jakieś dziecko. Rzadko kiedy mam okazję iść i faktycznie spędzić czas w drogerii. Zakupy byle by szybko, byle by nie wrzeszczało, nie zgłodniało, nie spało lub nie zobaczyło chipsów. Kosmetyki kupuję więc w marketach albo u konsultantek lub na szybko w drogerii jak kupuję pieluchy...

W ten właśnie sposób dorwałam maseczkę Eveline w Lidlu. Zawsze biorę w ciemno. Nie czytam składów, nie sprawdzam opinii, tylko wrzucam do koszyka. A ta wygląda przez połączenie koloru starego złota i czerni tak luksusowo.

Moja skóra woła o nawilżenie i odżywienie, a po nie udanej próbie z maseczką Ziaji, wybrałam właśnie tą z Eveline. Producent obiecuje dużo, a w składzie mnóstwo olejów.

Konsystencja podobna do masła: po wyciśnięciu z tubki, maseczka utrzymuje kształt. Koloru białego.

Zapach przyjemny, "zielony",  nie nachalny, trochę jak perfumy. W dotyku jest taka delikatna i "miękka". Bardziej jak mus niż masło. Ale to jest złudne, bo wystarczy że zostanie podgrzana przez skórę lub w dłoniach i czuć oleje. Jest to odczuwalne na twarzy już zaledwie po 2-3 minutach. Jest ta tłustość, która wynika ze składu. Ale po 10 minutach ten efekt znika. Żeby było zabawnie to moja skóra wypija ją do sucha, gdy nie nałożę jej tak bardzo, bardzo grubo. A najważniejsze, że nie czuję żadnego filmu i nie świecę się jak szalona. Producent zaleca zmyć ciepłą wodą nadmiar po 10 minutach. U mnie nie było czego, więc przetarłam twarz tonikiem i nałożyłam lekki krem z filtrem. Ponieważ zostało mi jeszcze sporo w saszetce, postanowiłam zrobić z tej maseczki krem na noc. Podsumowując starczyło mi te 8ml na 5 aplikacji.

Efekty - skóra nawilżona, ukojona, wygładzona. Zniknęło uczucie suchości i ściągnięcia. Nawet pokusiła bym się o stwierdzenie że skórą na twarzy została spulchniona i ujędrniona.

Jestem bardzo zadowolona z efektu. Kupiłam dwie sztuki - jedna dla mnie, druga będzie prezentem dla "emigranckiej" psiapsiołki.

Jeśli gdzieś trafię na tą maseczkę zdecydowanie kupię kolejne opakowania. I również wam ją gorąco polecam