niedziela, 30 grudnia 2012

Yves Rocher Cure Solutions krem rewitalizujący 24H

Dostałam próbeczkę 15ml wraz z zamówieniem (absolutnie niespodziewanie). Sama bym się tym kremem nie zainteresowała, bo kremy "rewitalizujące" z nazwy jakoś mnie nie kręcą. Zazwyczaj są to kremy które nic nie robią i producent wymyśla to "rewitalizowanie", bo w sumie nie wiadomo za bardzo co to miało by znaczyć.


Pełnowymiarowy produkt sprzedawany jest w ciężkim, kanciastym, szklanym słoiczku w kolorze butelkowej zieleni. Moja tubka jest dużo poręczniejsza (i niestety nieekologiczna), bo krem ma gęstą konsystencję. Kosmetyk jest w kremowym kolorze, miękki, troszkę przypomina mi masło do ciała (oleje w składzie rozpuszczają się pod wpływem ciepła - widać to na zdjęciu poniżej).


Przyjemnie rozprowadza się go na twarzy, szybko się wchłania, pozostawiając na twarzy miłą powłoczkę (nie świecę się po nim). Zapach trawiasty, neutralny, ma stymulować, ale na szczęście w miarę szybko znika. Nie jestem fanką zielonych nut zapachowych - krem przynajmniej nie śmierdzi.


Jeśli o mnie chodzi, to jest bardzo dobry pod makijaż, silikony zawarte w kremie sprawiają, że nie potrzebna jest baza. Z drugiej strony, nie jest ich na tyle dużo, że przynajmniej w moim wypadku, nie mam problemu z zapychaniem

Skład jest mocno naturalny, jest w nim wiele olejów i ekstraktów roślinnych. Także krem dobrze i długotrwale nawilża. Ale jeśli mam być szczera to nie zauważyłam tych spektakularnych efektów, które obiecuje producent. Cena 115zł za 50ml to zdecydowanie za dużo, ale maniaczki YR wiedzą jak go mieć za grosze lub gratis (aktualnie w ofercie internetowej z kodem KROK1).

Skład: Aqua, Hamamelis Virginiana water, Ethylhexyl Cocoate, Glycerin, Aesculus Hippocastanium extract, Cetyl Alcohol, Elaeis Guineensis oil, Vitis Vinifera seed oli, Hydrogenated Coconut oil, Ranunculus Ficaria extract, Pentylene Glycol, Malva Sylvestris extract, Chamomilla Recutita extract, Betaine, PEG-100 Stearate, Myristyl Myristate, Vitis Vinifera extract, Stearic Acid, Cyclopentasiloxane, Stearyl Alcohol, Glyceryl Stearate SE, Glyceryl Stearate, Cyclohexasiloxane, Parfum, Taraxacum Officinale, Spirea Ulmaria, Hydrolyzed Lupine protein, Alcohol, Xanthan Gum, Tocopheryl Acetate, Sorbic Acid, Allantoin, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, BHT, Sodium Hydroxide, Tetrasodium EDTA, Hamamelis Virginiana extract

Z jednej strony świetny skład, dobrze nawilża, szybko się wchłania, idealny pod makijaż. Z drugiej strony cena - 115zł za krem nawilżający to zdecydowanie za dużo dla mnie. Jeśli jednak trafi w Wasze łapki powinniście wypróbować, chociażby ze względu na skład :)

Sylwester i sylwestrowe makijaże :)

Już jutro ostatni dzień starego/obecnego roku :)

Będąc na blogu Turkusowej uświadomiłam sobie, że po raz pierwszy spędzę z mężem Sylwestra w domu, nie robiąc nic. Tzn. pewnie będziemy oglądać filmy i grać w planszówki z dzieckiem, ale nie będzie imprezy.

Co to oznacza dla mnie. Po raz pierwszy od 7-8lat przywitam Nowy Rok w dresie bez makijażu :)

Co ja sama myślę o makijażu sylwestrowym? Według mnie panuje tutaj prawdziwa dowolność barw i technik. Oczywiście idąc na pierwszą lepszą zabawę, zobaczymy, że króluje złoto/brąz i srebro/czerń. Polki lubią takie nudne, monotematyczne makijaże, więc moje propozycje będą troszkę bardziej barwne :)

Pierwszy to klasyczne cieniowanie z kreską, ale w kolorze niebieskim. Wiele kobitek obawia się tego koloru, a przecież on wygląda ślicznie przy brązowych oczach. Rozumiem te obawy, bo sama pamiętam moją ciocię z perłowym niebieskim na całej powiece i czarną kreskę wokół oka. Ale te czasy minęły, a ja ten kolor odkryłam na nowo :D


Mój niebieski makijaż jest delikatny (choć i tak część intensywności zjadł aparat, a ja nie umiem tego odwrócić przez obróbkę graficzną), ale za to nałożyłam mnóstwo złotego shimmeru i udało mi się to uchwycić na zdjęciu.
Na całej powiece blady niebieski, w załamaniu i jako dolna kreska błękitny a w zewnętrznym kąciku jako akcent granatowy. Całości dopełnia granatowa kreska i złoty shimmer na całej powiece.

Jako druga propozycja "smokey eyes", tylko że w intensywnym fiolecie :)


Tu też zjedzone kolorki, bo nad fioletem jest róż, który na zdjęciach gdzieś uciekł :( Smokey odpowiednio wyprofilowane plus biała kredka we wnętrzu oka potrafią niesamowicie powiększyć oko. Lepiej to widać na zdjęciach całej twarzy, ale nie pokaże ich, bo jestem rozczochrana, nieumalowana (tylko oczki pomalowałam) i mam kilka zmian na buzi.

Oczywiście, i jeden i drugi makijaż można by okrasić sztucznymi rzęsami i brokatem. Efekt wtedy byłby lepszy, ale ja sztuczne rzęsy mam jedne i nie chcę ich zmarnować, a brokatów nie kupuję, bo jest za mało okazji by ich użyć, a nie lubię jak coś się marnuje :)

Podobają się Wam moje propozycje?

sobota, 29 grudnia 2012

Szampon Sence Fruit Collection

Pisałam już, że zaopatruję się w chemię niemiecką i ostatnio skusiłam się też na kilka zagranicznych kosmetyków. Między innymi był to właśnie ten holenderski szampon.

W tle jest napis Schwarzkopf, ale to z innego produktu. Wybaczcie.

Cena była niska (coś ok 5zł), pojemność spora, no i jeszcze ten zapach (zielone jabłka i figi).

Szampon miał zawierać ekstrakty roślinne (to właśnie przez nie skusiłam się na zakup), ale niestety są one w składzie zaraz po parfum, czyli w ilościach śladowych.

Zapach jest mało intensywny, troszkę się zawiodłam, bo liczyłam na coś bardziej spektakularnego.
Bardzo dobrze się pieni, przez co jest wydajny, ale to zasługa głównie składu.

SKŁAD: AQUA, SLS, COCAMIDE DEA, SODIUM CHLORIDE, FRAGRANCE, CITRIC ACID, FRUIT EXTRACT, METYLCHLOROISOTHIAZOLINONE, METHYLISOTHIAZOLINONE, BENZYL ALCOHOL, CI 42090, CI 15985.

Przerażający troszkę, co??? Dlatego nie polecam, bo wrażliwszym włosom, czy skórze może zrobić kuku.

Używam go sporadycznie. Głównie, kiedy czuję, że moje włosy są przesycone maseczkami, odżywkami, olejami i innymi specyfikami do włosów. Stają się wtedy oklapnięte, ciężkie i bardzo szybko się przetłuszczają. Umycie ich tym szamponem usuwa wszystko to, czego delikatny szampon nie usunął. Oczywiście włosy są po tym tępe, suche i poplątane. Konieczna jest maseczka lub dobra odżywka.

Dzięki takiemu oczyszczaniu moje włosy nabierają lekkości, której czasem zaczyna im brakować. U mnie się sprawdza ten model pielęgnacji, u Was nie koniecznie, więc każdy musi znaleźć swój sposób na swoje włosy :)


piątek, 28 grudnia 2012

Avon Planet Spa Himalajskie Jagody Goi regenerująca maseczka do twarzy

Dawno, dawno temu była w Avonie seria Himalajskie Jagody Goi. Składała się z maseczki do twarzy, maseczki do włosów, balsamu do ciała i żelu pod prysznic. Oczywiście Avon przyjął ostatnio taktykę odświeżania starych kotletów i tak niedługo cała ta seria wkroczy do katalogów jako nowości....

Wybaczcie, że tubka nie prezentuje się ładnie i czysto, ale stoi już jakiś czas na wannie, żebym pamiętała że mam ją zużywać.

Balsam był OK, żel nie wydajny, maseczka do włosów słaba a maseczka do twarzy nic nie robi. Tak się złożyło że mam ją do tej pory, więc krótko i niepochlebnie ją opiszę.

Tubka jest przezroczysta i zabarwiona na czerwono. Sama maseczka jest galaretowata i także w kolorze czerwonym. Zapach nieokreślony: mydlano-cytrusowo-owocowy. Dobrze się nakłada i nie spływa z buzi. Czasami po nałożeniu czuję lekkie szczypanie, ale nieprzyjemne doznanie dosyć szybko znika.


Należy ją nałożyć na 5-10min a potem spłukać.

Oczywiście wg producenta maseczka jest przewspaniała, niestety według mnie nie robi nic. Jedynie lekko nawilża, ale nie jest to ani spektakularny ani długotrwały efekt :(

Składu nie mam, bo był on na kartonowym pudełeczku, które już dawno temu wylądowało w śmieciach niestety. W necie też nie mogłam znaleźć. Ale postaram się uzupełnić.

Także nie polecam!!!!!

czwartek, 27 grudnia 2012

Avon Solutions tonik rewitalizujący

Został mi kiedyś z jakiegoś zestawu i postanowiłam zużyć i dać odpocząć buzi od mojego ukochanego toniku KLIK


Tonik jak tonik, najważniejsze, że bezalkoholowy. Dobrze odświeża i delikatnie oczyszcza, przy okazji likwidując oznaki ściągnięcia. Uczucie nawilżenia u mnie jest 5cio-minutowe. Bez kremu przy suchej cerze się nie obejdzie.


Zapach delikatnie perfumowany, ale przyjemny. Konsystencja wody, więc nie ma co pokazywać. W butelce lekko pomarańczowy, ale na waciku już koloru nie widać.

Kosmetyk nie uczula i jest bardzo wydajny. W promocji kosztuje 11-15 zł za 200 ml.

Nie szkodzi, swoje zadanie spełnia, więc w sumie można używać :)

EDIT: rozkminiam skład (przypominam, że składniki są ustawione od największego do najmniejszego stężenia)
AQUA - woda - bezpieczna
PROPYLENE GLYCOL - rozpuszcza fazy tłuste w wodzie, zatrzymuje wilgoć - bezpieczny
IMIDAZOLIDINYL UREA - konserwant zapobiegający namnażaniu drobnoustrojów zarówno w kosmetyku jak i na skórze (max stężenie 0,6%, czyli bardzo, bardzo mało) - może uczulać (z moją skórą się jednak lubi), ale jest to bezpieczny konserwant
POLYSORBATE 20- emulgator, rozpuszcza w wodzie to, co normalnie się nie rozpuszcza - bezpieczny
SODIUM CITRATE - regulator PH - bezpieczny
DISODIUM EDTA - substancja zmiękczająca, kontroluje lepkość - bezpieczny w małych stężeniach
METHYLPARABEN - konserwant, zapobiega namnażaniu grzybów, uzupełnienie tego drugiego konserwantu - najbezpieczniejszy z parabenów, aczkolwiek są ludzie uczuleni na parabeny
PARFUM max stężenie 0,1%
reszta w ilościach śladowych, ekstrakty roślinne, jedwab, pantenol, guma ksantanowa itd

Jednym słowem nie taki straszny :P Jeśli chodzi o konserwanty, to jestem za ich obecnością - wolę traktować skórę delikatnym konserwantem niż grzybami i małymi żyjątkami, które mogą się w kosmetyku zalegnąć. Przy moim AZS i alergiach skórnych grzyby, bakterie i inne dziadostwo jest dla mnie dużo bardziej niebezpieczne niż trochę konserwantów :)


piątek, 21 grudnia 2012

EMPTY BEFORE WORLD IS END - podsumowanie

Jak widać żyjemy :D Dodatkowo, udało mi się troszkę zrobić luzu w szafach, ale jak to ja, w między czasie nafaszerowałam ją nowymi zdobyczami :D Skąd cała idea można poczytać TU.

Zgodnie z Waszymi przewidywaniami najgorzej mi poszło z kolorówką, najłatwiej z szamponami :D


Puste opakowania lądowały w kartoniku na klatce. Mam cichą nadzieję, że nikt z sąsiadów tam nie zajrzał, bo się lekko by zdziwił :P


A tak to wygląda wyciągnięte na światło dzienne. Jestem z siebie dumna, bo poszło mi całkiem dobrze. Na zdjęciu nie ma buteleczki od serum do biustu KLIK, bo buteleczka po nim jest już w użyciu :) Tak samo zużyłam masełko ananasowe z H&M, ale pojemniczek zgarnął mój synek :) Aaaa, i kremik Vichy do twarzy, ale słoiczek już umyty.
Udało mi się też pozbyć dwóch napoczętych flaszek perfum - obydwie wylądowały u mojej babci, a ona się ucieszyła :D

Z tej puli produktów nigdy już nie kupię:
- szamponu Alterra KLIK i peelingu Alterra KLIK
- kremu KLIK i peelingu KLIK do stóp z Avon
Najciężej (najbardziej musiałam się motywować) zużywało mi się balsam Physiogel KLIK

Nie będę ściemniać, zostało mi jeszcze sporo. Udało mi się zużyć ponad połowę tego co zakładałam. Kilku produktom niewiele brakuje, żeby zaliczyły denko:
- błyszczyk w kredce Oriflame i szminka Avon
- krem do ciała After Hours - dosłownie sięga już dna
- płukanka octowa YR - zostało mi na 2-3 razy

Teraz "pacze", porównuję i znalazło się w moim kartoniku, kilka nadprogramowych produktów. W sumie dobrze, bo jakoś muszę po zużywać te moje zapasy.

Wtedy będę mogła kupić następne kosmetyki z czystym sumieniem :D

PS: Standardowo na wielu produktach nie ma nalepek, ale ja uwielbiam je odklejać ]:->

A teraz pytanie: Czy byłybyście chętne na mini rozdanie z próbkami i mnóstwem higienicznych odlewek z nowiutkich produktów (moje upodobania znacie, wiec wiecie czego się spodziewać). Tak sobie pomyślałam, że jak bym się tak podzieliła, to było by mi łatwiej się zużyć te moje zapasiki :D

Vipera Lakier do paznokci Bambini No 2 + manicure świąteczny

Byłam w sklepie kosmetycznym i nie mogłam sobie odmówić zakupu chociażby najmniejszego drobiazgu. Wyszłam z dwoma lakierami Vipera :)

Jednym z nich jest białasek Vipera z serii Bambini o numerku 2 :)


Na zdjęciu powyżej dwie warstwy. Łatwo się nakłada, szybko schnie, nie smuży. Kolor jak widać raczej półprzezroczysty. Dobrze mi się go nosi - fajny neutralny kolorek, a za bielą na paznokciach nie przepadam. Wykończenie typu lekki shimmer/frost.

Buteleczka jest urocza, lubię małe pojemności, bo istnieje szansa, że go zużyje do końca :) Pędzelek jest mały i potrzebne są trzy pociągnięcia.

3 dnia zaczynają ścierać się końcówki. 5ml kupiłam za 3,90 zł :)
Na razie jestem z niego zadowolona, zobaczymy, czy nie zgęstnieje za miesiąc :P


Na koniec uraczę was wersją świąteczną z tym maluszkiem w roli głównej.


Dodałam srebrne końcówki (zrobione gąbką), czarne gwiazdki i brylanciki. Jak Wam się podoba??

sobota, 15 grudnia 2012

Alterra dezodorant w kulce z balsamem melisa lekarska i szałwia

Pamiętacie wielką promocję w R.ossmanie na marki własne?? Skusiłam się wtedy na kilka produktów, bo przecież nie mogłam przeoczyć takiej okazji :P Trafiła do mnie wtedy między innymi ekologiczna kulka Alterry.


Kupiłam ją przede wszystkim dlatego, że zaczęłam mieć problem z przesuszoną skórą pod pachami. Już nawet jeden dzień bez antyperspirantu nie pomagał :( Oczywistym było dla mnie, że nie będzie takiej ochrony jak przy standardowym dezodorancie. Nie ma co się oszukiwać i liczyć na cuda.


Dezodorant Alterry wygląda przeciętnie/standardowo: szklana buteleczka, kulka i biała nakrętka. Do zakupu zachęciły mnie dobre opinie o marce i eko-certyfikaty.


Kuleczka chodzi lekko, nie zacina się. Płyn bokami nigdzie nie wydostaje się, nic się nie brudzi, więc tu wszystko na plus. Sam specyfik jest koloru białego i bardzo intensywnie pachnie (ale ładnie, świeżo), dla mnie głównie cytrusową melisą. Szybko się wchłania, nie pozostawia po sobie żadnych śladów, nie klei się, nie brudzi ubrań. Także tu też plusuje.

I dochodzimy do sedna - działanie. Tu jest kiepsko, ale nie tak jednoznacznie. Używałam go w dni kiedy wiedziałam, że nie idę do pracy, ani też nie będę robiła nic wymagającego intensywnego wysiłku fizycznego. Wtedy było ok. Pociłam się, ale pot nie miał nie miłego zapachu. Pod koniec dnia jednak lekki zapaszek mógł się trafić. Zdarzyło się raz, że musiałam w ciągu dnia zmienić plany i mój spokojny dzień zamienił się w istny cyrk. Już po pół godzinie poczułam, że mam makro pod pachami. Po całym dniu byłam spocona i śmierdząca, także poległ na całej linii.

Na obronę tej kuleczki mogę dodać, że ładnie nawilża skórę pod pachami. Pozwala odpocząć skórze od soli glinu - w trakcie używania miałam uczucie, że skóra pod pachami oddycha i w żaden sposób nie jest obciążona.

Wydajność jest kiepska - użyłam jej kilkanaście razy a nie ma już 1/3.

Czy kupię ponownie? Nie wiem. Z jednej strony pomogła poprawić kondycję skóry, z drugiej słabo chroni i jest mało wydajna.

wtorek, 11 grudnia 2012

Yves Rocher Les Plaisirs Nature mleczko do ciała 50ml malina

Razem z zamówieniem z YR przyszła mi gratis miniaturka mleczka. Mam inne balsamy do wykończenia, ale nie mogłam się oprzeć, jak tylko odkręciłam nakrętkę, żeby powąchać.


Od razu uderza intensywny zapach malin, który po zastosowaniu zostaje kilka godzin na skórze, stopniowo zanikając :) Cudowny :)

Mleczko jest w kolorze jasnoróżowym - w kolorze jogurtu malinowego.

Mleczko jest bardzo delikatne, momentalnie się wchłania i nie zostawia po sobie śladu. Byłam sceptyczna i od razu założyłam że będzie beznadziejnie nawilżać, ale miło się zaskoczyłam. Może nie jest to całodniowy efekt nawilżenia, ale na kilka godzin wystarczający. Podejrzewam, że gdybym skórę miała bardziej przesuszoną to by sobie nie poradziło, ale akurat wyjątkowo jest w niezłym stanie :P Także do suchej skóry się nie nadaje. Na zdjęciu poniżej widać, że pod wpływem ciepłej dłoni rozpuszcza się i robi się mocno płynne.


Mleczko nie jest zbyt wydajne - naprawdę szybko ubywa. Starczyła mi na dwa tygodnie codziennego smarowania całych rąk i nóg poniżej kolan (goleń i łydka).

Z jednej strony miniaturka wychodzi dosyć drogo, bo 50 ml jest za 6,99 zł. Z drugiej strony pełnowymiarowy produkt kosztuje 19,99 zł, ale to aż 400 ml. Mleczko należy zużyć w przeciągu 6 miesięcy od otwarcia. Jest to wykonalne, ale smarując się 4 miesiące jednym mleczkiem szczerze bym je znienawidziła, zwłaszcza, że zapach jest dość intensywny. Lubię zmieniać zapachy, w zależności od nastroju.

Dlatego też prawdopodobnie nie kupię pełnowymiarowego produktu, chyba że z kimś wspólnie i podzielimy się po połowie.


Skład jest niezły - może nie idealny, ale niezły :)

poniedziałek, 10 grudnia 2012

AVON Naturals maseczka do włosów Owoc acai i olejek shea

Szampony z Naturalsa nie służą moim włosów pomimo obłędnych zapachów. Do tej maseczki od samego początku podchodziłam sceptycznie. Ale pewna osóbka strasznie zachwalała inną z tej serii, więc postanowiłam spróbować zwłaszcza, że maseczkę mogłam zwrócić w razie czego.


Zapłaciłam za nią 4-5zł , ale w katalogu można ja kupić w promocji za ok 8zł.
UWAGA! W katalogu strona zapachowa urzeka, w rzeczywistości zapach jest dużo bardziej chemiczny i mało owocowy.


W konsystencji jest naprawdę leciutka, taki prawdziwy suflet. I ten jasnofioletowy kolorek cieszy oko :)

Należy ją nałożyć na wilgotne włosy i spłukać po 5 min. Dobrze się spłukuje, a po wysuszeniu włoski są mięciutkie, błyszczące i dobrze się rozczesują. Lekko nawilża włosy i absolutnie ich nie obciąża. Nie powoduje też szybszego przetłuszczania włosów.

To jest dokładnie tego czego moje skołtunione, sztywne włosiska najbardziej potrzebują :) Efekt utrzymuje się ok 2-3 dni , a myję głowę codziennie.

Wydajność jest słaba, te 125ml starczy mi maksymalnie na 15 aplikacji (włosy sięgają mi troszkę za ramiona). Nie jest droga i stosuję ją raz w tygodniu, więc jestem w stanie jej to wybaczyć. Dawno nie miałam tak mięciutkich włosków :D


Skład nie powala na kolana, ale o dziwo mi służy. Uprzedzę, że jest tu alcohol denat (ten zły) i olej palmowy (ten dobry). Masło shea jest w znikomej ilość, a acai to się nie dopatrzyłam.

Pomimo wad polecam, choć nie wiem czy kupiłabym ją za 8 czy 11 zł (cena regularna). Za 4-5 zł jest OK.



piątek, 7 grudnia 2012

Dax Cosmetics cukrowy peeling do ciała z pomarańczą i wanilią

Kupiłam w atrakcyjnej cenie i byłam bardzo pozytywnie nastawiona zarówno do samego kosmetyku jak i do idei cukrowego peelingu.



Pierwsze wrażenia bardzo pozytywne. Duży, plastikowy słoik 225ml, zabezpieczony dodatkowo sreberkiem. Lubię słoiczki, bo raz - że można peeling zużyć do końca, dwa - opakowanie można wykorzystać ponownie (ja na wiosnę sadzę w nich kwiatki i zioła).

Pierwszy zawód to zapach. Przy zakupie miałam obiekcję i zastanawiałam się, czy nie będzie zbyt intensywny. Ale uznałam że świeżość pomarańczy powinna zniwelować ciężkość wanilii. Niestety zapach jest bardzo delikatny. Tak delikatny że ze słoiczka pachnie jak tylko przystawi się nos do krawędzi. W czasie masażu ciała tez jest to raczej delikatna woń.


Peeling jest pomarańczowy, zbity i widać, że ma w sobie coś tłustego. W środku zatopione nierozpuszczalne pomarańczowe kuleczki i mnóstwo kryształków cukru (ten się rozpuszcza).

Drugi zawód to działanie. Zaliczam go do słabych peelingów. Na suchej skórze nie chce się rozprowadzić. Na mokrej cząsteczki cukru bardzo szybko się rozpuszczają, wręcz za szybko. Przez to po 1-2 minutach masażu peelingiem pod palcami czuję tylko te kuleczki. A skóra nie jest jakoś dobrze złuszczona.

W składzie jest parafina i oleje, które dość mocno natłuszczają skórę, więc wydaje się, że jest ona dobrze złuszczona i gładka. Jednak w następnych dniach można już na spokojnie ocenić efekty peelingu. I są słabe, jak to opisałam już wcześniej. Sama tłusta warstewka po zastosowaniu, w żaden sposób mi nie przeszkadza.


Wydajność jest beznadziejna. Za mną jest już połowa opakowania, a użyłam go raptem 5-6 razy na całe ciało. W porównaniu do "nie-cukrowych" peelingów wypada blado.

Podsumowując: Na pewno go nie kupię ponownie. I zdecydowanie mnie zniechęcił do próbowania peelingów cukrowych.

Moje cienie do powiek w nowej odsłonie

Przychodzę z ciekawostką, albo moja wersją DIY, albo po prostu wzięło mnie na porządki ;) Zobaczcie poniżej co tam wymyśliłam :P


Jakiś czas temu pokazywałam Wam co tam się dzieje w mojej kolorówce. Cieni mam ogromną ilość i większość w poczwórnych paletkach Avonu. Niestety paletki mają identyczny wygląd zewnętrzny więc zazwyczaj otwierałam je po kolei, by móc znaleźć poszukiwany kolor.

Zaczęłam się zastanawiać jak by tu to wszystko przekształcić w coś bardziej praktycznego. I wtedy z pomocą przyszła blogosfera i kochane blogerki, które zaczęły psuć swoje sleekowe paletki i wkładać cienie w pudełka od kredek. Jednak metalowe pudełka po kredkach to nie moja bajka i zaczęłam kombinować. Najpierw wpadłam na to by kupić jakieś stare opakowanie po jakiejś dużej paletce, ale nikt nie wystawia takich "śmieci". Zaczęłam więc szukać czegoś innego wpisując kolejne słowa i w końcu przy słowie "kasetka" wyświetliły mi się komplety 12 pojemniczków na ozdoby do paznokci w kasetce.

Potem tylko znalazłam hurtownię taką blisko mnie, gdzie za 4 kasetki z pojemniczkami plus dwa brokaty sypkie do paznokci zapłaciłam 30zł. Obsługa bardzo sympatyczna, będę tam zaglądać częściej, a chętnym podam namiary. Wczoraj wydłubałam wszystkie cienie do pojemniczków i posegregowałam kolorystycznie :D I tak oto mam:

Beże, brązy i złotka :)

2 ceglaste, róże i fiolety.

Zielone, niebieskie i biały matowy.

Po lewej szarości. Po prawej stare złoto (miałam je w Avonowych paletkach aż 3 razy i upchnęłam je do dwóch pojemniczków), a to białe to złoty pył, który dodaje się do kosmetyków aby użyskac efekt złotej poświaty (załatwiony przez znajomego-znajomego-znajomego).

Zastanawiam się jeszcze tylko czy je sprasować czy zostawić takie połamańce. Bo to że pokruszone nie wpływa na ich jakość, tylko czy wygodnie będą mi się nakładać na pędzelek???

I jak Wam się podoba moja robótka???

czwartek, 6 grudnia 2012

Avon ANEW krem aktywnie liftingujący Therma Firm

Nie wiem jak to się stało, że ja jeszcze o tym kremie nie napisałam :P Pierwsze zdjęcie z netu.


Moje doświadczenia opisuję na podstawie dwóch miniaturek po 7ml każda.


Pełnowymiarowy krem 30ml można kupić za 30-50zł, a to raczej mało nie jest. Krem jest jednak wart tych pieniędzy, ale o tym później. Krem nie jest skierowany do grupy docelowej, więc można go stosować w każdym wieku, ja jedynie dodam, że jeśli waszej skórze nie jest potrzebny tak mocny krem, to polecam go stosować raz w roku jako taką kurację.

Ma troszkę chemiczno-apteczny zapach, jednak nie jest on intensywny - czuć ten zapach po przytknięciu nosa do słoiczka. Dodatkowo ma bardzo leciutką konsystencję i jest w kolorze biało-kremowym. Nie jest broń boże lejący, a taki troszkę puszysty.


Szybko się wchłania (idealny pod makijaż) i nie pozostawia żadnych warstw czy filmu. Jednocześnie skóra jest dobrze nawilżona. Niestety nie ma faktora, więc na słoneczne dni się nie na daje jako samodzielny kosmetyk do twarzy. W zimie, przy dużych mrozach odczuwam lekkie szczypanie, więc też jako samodzielny kosmetyk się u mnie nie sprawdza. Polecam stosować go na noc, lub tak jak ja pod makijaż - mój podkład ma faktor SPF 15, więc wystarczy.

Tak o nim pisze producent:


Według mnie naprawdę zagęszcza i ujędrnia skórę - jest zdecydowanie lepiej napięta i bardziej sprężysta, a jednocześnie nie ma uczucia ściągnięcia. Uczucie nawilżenia utrzymuje się cały dzień. Krem nie zapycha, ani też nie spowodował u mnie żadnych innych niespodzianek.


Skład jest długaśny, więc nie wnikam. Jedna miniaturka starczyła mi na ok 15 dni codziennego stosowania, więc jak łatwo policzyć pełnowartościowy produkt powinien starczyć na ponad 2 miesiące, wiec wydajność jest niezła :)

Moja buźka bardzo polubiła się z tym kremem, obietnice producenta u mnie się spełniają, więc na pewno jeszcze u mnie zagości. Polecam osobom z "rzadką" skórą.