piątek, 3 maja 2013

Maseczki w saszetkach Rival De Loop

Dziękuję za wszystkie dobre słowa pod ostatnim postem. Dzisiaj czuję się już odrobinę lepiej, choć cały czas idę na rekord w zużywaniu chusteczek do nosa.

Ale wracając do tematu, dzisiaj opiszę Wam moje doświadczenia z maseczkami w saszetkach Rival De Loop. Kupiłam je pod wpływem impulsu, jeszcze w zeszłym roku. Cena to chyba 1,69zł za 2x8ml.


Najpierw sięgnęłam po maseczkę rozświetlającą (niebieska z muszelką). Niestety jako pierwszy odrzucił mnie zapach (typowo łazienkowy, świeży), choć kolorek ma bardzo fajny (jest on delikatny, jasnoniebieski). Konsystencja wydaje się lekka, choć już na twarzy ona taka nie jest - jest tłusta i ciężka. Na twarzy maseczka jest matowa i przyjemnie chłodzi. Jedna połówka starcza na dwa użycia.

Nie zauważyłam żadnych spektakularnych efektów po jej zastosowaniu. Skóra wydaje się nawilżona, ale po kilku godzinach wróciła do normy. Także efekt nie jest trwały.



Za pierwszym razem trzymałam ją 10 min zgodnie ze wskazaniami na opakowaniu. Niestety maseczka troszkę mnie zapchała, co zaskutkowało wysypem na buzi. Za drugim razem trzymałam ją krócej, czyli 5min. Nie było nawilżenia, wręcz nawet wysuszenie. Dodatkowo zauważyłam, że skora stała się bardziej miękka i wygładzona (ale bez szału) - efekt jednodniowy.

Druga połowa saszetki wylądowała już w nowym domku, bo mi niestety ta maseczka nie posłużyła.


Jako po drugą sięgnęłam po maseczkę peel off z ekstraktem aloesu i rumianku. Uwielbiam tego typu maseczki, ale ta to jakiś koszmar. Przede wszystkim okrutnie śmierdzi alkoholem i ma strasznie kleistą konsystencję, przez co można się nieźle upaprać. Po okołu 10-15 minutach zastyga i zrywamy. Nie ciągnie za włoski, ale też nie ma żadnych efektów po jej zastosowaniu. Niestety mocno wysusza! Dodatkowo na jej niekorzyść przemawia fakt, że jest jej za dużo na jeden raz, a ze względu na właściwości, nie można jej odłożyć na później bo zaschnie.



Nie byłam z niej zadowolona, więc i druga połówka tej maseczki znalazła nowy domek.


Przed użyciem ostatniej miałam obiekcje i musiało minąć kilka miesięcy. Jako trzeciej użyłam maseczki "Miód i mleko z dodatkiem olejków z orzechów makademia i migdałów". Ma przyjemną lekką konsystencję i słodki, miodowy zapach. Po nałożeniu na twarz może lekko piec w miejscach, gdzie jest uszkodzony naskórek (np obtarta skóra pod nosem od kataru). Ale ta niewygoda trwa maksymalnie minutę. Po rozprowadzeniu można ja zostawić do wchłonięcia, ale ja tego nie robię. Czuję ją na twarzy i muszę zmyć. Po zastosowaniu buzia jest gładka i nawilżona, skóra jest bardziej elastyczna. Efekt jest jednodniowy, ale bardzo przyjemny.



Z tej jako jedynej jestem zadowolona, wiec zużyłam obie połówki. Jedna jest na raz tzn twarz, szyja, dłonie, grubą warstwą. Maseczka nie jest jednak na tyle dobra, abym skusiła się ponownie na jej zakup.

Podsumowując. Maseczki są tanie, ale brak zamknięcia powoduje, że są nieekonomiczne i niehigieniczne. Ich działanie to istna loteria, więc o ponownym zakupie nie ma mowy. W moim przypadku z trzech, dwie mi nie posłużyły.

17 komentarzy :

  1. Nie zachęciłaś :)
    Uwielbiam maseczki z glinki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo w końcu chyba zmądrzałam i na jakiś czas odpuszczam sobie saszetki - jak na razie nie znalazłam tam nic naprawdę wartego powtórnego zakupu.

      Usuń
    2. Ja lubię saszetki ale używam całej na raz.

      Dziękuję :*

      Usuń
  2. ta ostatnia należy do moich ulubionych :) może dlatego, że nie wymagam zbyt wiele?

    OdpowiedzUsuń
  3. widzę, że szału nie robią więc się nie skuszę :)
    jak dla mnie najlepsze są glinki ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Szkoda, że kiepsko sobie radzą, bo opakowania mają cudowne i widząc je w sklepie na pewno bym się na nie skusiła właśnie ze względu na opakowanie :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. opakowania są ładne, ale po tej masakrze powyżej dzisiaj pomimo kuszenia z półki, oparłam się i żadnych saszetek nie mam zamiaru kupowac

      Usuń
  5. Hmm rzeczywiście opakowanie przyciąga ale jednak się nie zachęciłam..dlamnie najlepsze oczywiście są maseczki z glinki, zawsze mi pomagają.
    Pozdrawiam ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. przy mojej cerze, glinek nie mogę stosowac non stop, bo by mi zrobiły masakrę gorszą niż te maseczki powyzej :P

      Usuń
  6. miałam kilka tych maseczek w różnych opcjach i szału nie było.. ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. ja też nie lubię saszetkowych maseczek, choć czasem się skuszę... ja lubię tą peel off

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja mam ulubieńca peel off i wszystkie porównuję do tego mojego hitu :)

      Usuń
  8. tych maseczek jeszcze nie miałam, ale na pewno kiedys kupię na spróbowania, może się sprawdzą u mnie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. w takim razie polecam ostatnią czyli miód i mleko :)

      Usuń