poniedziałek, 30 lipca 2012

Lakier Sensique Stron & Trendy nr 117 plus wpis lakierowy

Wpadł mi w łapki na przecenie w drogerii N.atura za jakąś śmieszną kwotę.


Nr 117 w buteleczce wyglada jak taki brzoskwiniowy róż ze złotym shimmerem. Na paznokciach jednak przeistacza się w taki nietypowy złoty kolor. Nie tego oczekiwałam i sam raczej nie wygląda ładnie. Ale w połączeniu z mietowymi koncówkami - super!!!


Na żywo wygląda to bardziej efektownie - musicie mi uwierzyć na słowo ;)

Pędzelek jest wygodny, dwa pociągnięcia i paznokieć umalowany. Po jednej warstwie widać każde pociągnięcie pędzelka - zbyt perłowy. Po dwóch otrzymujemy to intensywne krycie. Przepięknie lśni.

Szybko schnie i całkiem dobrze się trzyma. Zaliczył porządne sprzątanie mieszkania i nie ma nawet jednego odprysku czy nawet zadrapania.

Lakier kupię na pewno, ale juz nie ten kolor - nie moja kolorystyka. Ten zużyję jakoś, bo ma tylko 8ml.



A teraz będzie trochę o paznokciach, a trochę o lakierach.

Pisałam jakiś czas temu że mój znienawidzony paznokieć się znowu złamał. Tak to wyglądało.


Jestem na etapie wyrównywania, bo do zera nie bardzo chcę je ściąć - szkoda mi :(

A tak wyglądały jeszcze w piątek:

To jest 4-5 dzień z tym motywem, więc pazurki i tak się nieźle trzymają. Jako tło posłużył mi żółty Lemon Sugar, o którym pisałam TU

Dodatkowo pokażę jak u mnie wygląda lakierowe królestwo :)

Całość w koszyczku kupionym w sklepie typu "Wszystko za 5zł"


Moja pielęgnacja to:
- osprzęt typu pilniczki, nożyczki itd
- zmywacz z Avonu - jestem mu wierna już kilka lat
- baza/top Oriflame
- lakier rozjaśniający Avon
- preparat do skórek Avon (ten lekko fioletowy)
- zmywacz w pisaku Sensique
- preparat przyspieszający wysychanie w sparyu Avon
- szpilki do robienia kropek, gąbka do cieniowania, naklejki
- nakrętka po starym zmywaczu do rozlewania lakieru do zdobień


No i oczywiście moja lakierowa kolekcja:






Dużo u mnie Avonu, ale w końcu jestem konsultantką ;P Królują u mnie róże i czerwienie. Nie umiałabym wskazać ulubieńca.

Na ostatnim zdjęciu można zauważyć różane Wibo po 1,29zł z przeceny. Żal było nie brać ;P

Mam nadzieję, że Was nie zanudziłam, ale już od dawna miałam ochotę na takiego rozbudowanego lakierowego posta :) Taka trochę chwalipięta ze mnie ;)


niedziela, 29 lipca 2012

Apart Natural hipoalergiczne mydło w płynie jedwab i noni

Kupiłam to mydło w jakiejś promocji rok temu. 400ml plus wkład zapasowy za ok 8-9zł bodajże....


Buteleczka jest bardzo ładna, a aplikacja wygodna, dzięki szerokiemu, komfortowemu dozownikowi. Ręka się nam z niego nie ześliźnie.

Zapach delikatny i bardzo przyjemny.
Konsystencja zbita, koloru białego.

Jest go za dużo ale chciałam Wam pokazać nitki. Oczywiście teraz nie chciały się zrobić :/

Dzięki dużej gęstości, ładnie się je rozsmarowuje na dłoniach, tak jakby troszkę je oblepia, nie spływa. Wystarczy dodać trochę wody i zaczyna się pienić. Dobrze oczyszcza/myje dłonie ( u mnie stoi w kuchni, także przetestowane w ekstremalnych warunkach). Nie wysusza. Na dłoniach przez kilka minut pozostaje delikatny zapach.

Dobra wydajność. Niska cena.

Wszystko było by OK, gdyby nie jeden aspekt. Czasem potrafi "plunąć" mydłem (nie jest to wina dozownika a raczej tego że mydło jest gęste) i nie trafia ono na nasze dłonie, a także nawet jak trafi to zdarza się, że ciągnie się taka "nitka" jak w roztopionym serze.

Ponieważ to mydło jak każde inne, to te minusiki, które wypisałam powyżej sprawiają, że raczej nie skuszę się ponownie na zakup.



piątek, 27 lipca 2012

Palmolive Ayurituel

Od jakiegoś czasu telewizja, prasa i billboard'y atakują Nas reklamami nowych żeli Palmolive. A ja oczywiście skusiłam się  :)

Od producenta:
"Oddaj się nowemu rytuałowi pod prysznicem
Odkryj wewnętrzną harmonię ciała i umysłu z nową linią żeli pod prysznic Palmolive Ayurituel, zainspirowaną tradycjami indyjskiej, starożytnej filozofii Ajurwedy. Wyjątkowe formuły Ayurituel zostały wzbogacone unikalnymi, indyjskimi składnikami oraz delikatną orientalną kompozycją zapachową. Pozwól, aby Palmolive Ayurituel zabrał Cię do świata nowych zmysłowych doznań."
Opis jest kuszący i ciekawy, więc stwierdziłam, że jak tylko zapach mi się spodoba to biorę. Do wyboru są trzy:
- zielony (mela indyjska i paczuli) - świeży i rześki
- bordowy (morwa indyjska i kwiat lotosu) - bardzo zmysłowy, troszkę słodki i ciężki
- brązowy (drzewo sandałowe i imbir) - mój wybór


Zacznę może od samej butelki:
+ butelka jest przezroczysta
- nie można go postawić do góry nogami
+ sam kształt butelki miły dla oka i poręczny (nie wyślizguje się)
+ dobrze się otwiera, nawet długimi paznokciami.

Zapach jest poprostu wspaniały, mocno wyczuwalne, intensywne drzewo sandałowe (jednak nie przytłacza jak to potrafią zrobić kadzidełka), a imbir nadaje temu zapachowi świeżości (choć ledwo wyczuwalny). Naprawdę można się zrelaksować, jednak jak dla mnie jest to za ciężki/mocny zapach na co dzień. Używam go naprzemiennie z dwoma innymi żelami, w zależności od mojego nastroju. Zapach ulatnia się ze skóry kilka chwil po kapieli/prysznicu, co dla mnie jest plusem.

Pieni się całkiem dobrze, jest wydajny, a kolorek jest przyjemny, w kolorze cynamonu. Dobrze oczyszcza skórę, nie nawilża, nie wysusza, nie uczula i nie podrażnia.

Podsumowując - żel jak żel, robi co do niego należy, ładnie się pieni i nie wysusza skóry, przy okazji cudownie pachnąc. Polecam, jeśli szukacie żelu, który ukoi  zmysły, bo ten naprawdę to potrafi :)


środa, 25 lipca 2012

Avon iskrzący błyszczyk do ust Pink Lemonade Lavender Crushed Rose

Dziś zaserwuję Wam małe porównanie nowych iskrzących błyszczyków z Avonu.
8ml w cenie od 10 do 20zł w promocji.
Poniżej cała gama kolorów w karcie kolorów oraz ich porównanie z oryginałami.


LAVENDER

PINK LEMONADE

CRUSHED ROSE

Jak widać najlepiej oddany kolor Pink Lemonade. Jeszcze z nowości jest kolor Mango, ale ponieważ mam złoty błyszczyk, nie chciałam dublować. Kolor Mango jest w miarę dobrze oddany w karcie kolorów.


Opakowania standardowe, avonowe. Do aplikacji jest wygodna gąbeczka. Jedyny mój zarzut, że mało nabiera się błyszczyka na raz. Błyszczyk nieźle się aplikuje, jedynie jest ciutkę za mało kremowy, ale na ustach staje się już delikatny, nie czuć już tej twardości.
Mam bardzo delikatne usta (możecie zauważyć nawet na nich pęknięte naczynko) i ważne jest dla mnie aby błyszczyk nie był ostry, twardy czy rozgrzewający/piekący.
Te błyszczyki spełniają moje dziwne wymagania. Zapach mają niedrażniący, jakiś kremowy. Są bez smaku.

Na zdjęciu poniżej Pink Lemonade (od prawej) i Lavender (od lewej). Są praktycznie identyczne na ustach. Lavender jest w zimnej tonacji, róż wpadający w fiolet, ze srebrnym pyłkiem. Pink Lemonade jest w ciepłej tonacji, jasny róż, pyłek jest złoty i kilka drobinek jest fioletowych.
Zdjęcia w cieniu z fleszem i w słońcu.

L.P.L.

L.P.L.

Słabo kryją, dając delikatny blask. Drobinki są nienachalne, jednak mogą wędrować po twarzy.
Kolory mnie nie powaliły, więc już nie kupię, brak im tego czegoś na moich ustach. Ot takie zwyklaczki.

Kolorem który mnie zauroczył z całej tej trójki jest Crushed Rose. Koralowy, ciemny róż w ciepłej tonacji ze złotym pyłkiem. Także słabo kryje, ale efekt na ustach jest bardzo fajny. Standardowo, zdjęcia w cieniu i w słońcu.



Błyszczyk w tym kolorze zakupię na pewno ponownie. Dla mnie to taki fajny letni kolorek.

Co do trwałości. Utrzymuje się na ustach do kilku godzin, chociaż traci swój blask i kolor z czasem - czyli równomiernie się go zjada. Nie rozlewa się i nie wchodzi w bruzdy.
Oczywiście ja go zjadam wraz z pierwszym posiłkiem :P

Dobrze nawilża usta i nawet jak go wytrzemy czy zjemy usta tak szybko się nie przesuszają. Nie wiem czy podkreśla skórki, bo nie mam z nimi problemu.

A Wam który kolorek podoba się najbardziej?


wtorek, 24 lipca 2012

Avon Planet Spa śródziemnomorska odżywcza maseczka do włosów z oliwką

Troszkę mnie nie było i w najbliższym czasie będę mało publikować. Wiąże się to z problemem rodzinnym i blog spadł w rankingu ważnych rzeczy a samo dzielenie się wrażeniami już nie sprawia mi takiej przyjemności :( Nie. Źle to napisałam. Pisanie o kosmetykach wydaje mi się błahe i mam wyrzuty sumienia, że mam przyjemność z takiej głupoty.
Za to obiecuję czynnie komentować Wasze posty - bo czytanie ich pozwala mi się odprężyć. Jest to taka moja chwila "bezmyślności", kiedy czytam dla przyjemności. Poza tym dużo z Was ma w sobie mnóstwo pozytywnej energii, którą łatwo wychwycić w Waszych recenzjach, a która jest mi teraz tak potrzebna :)

To tak dla wyjaśnienia, a teraz wracamy do głupotek :)

Avon Planet Spa śródziemnomorska odżywcza maseczka do włosów z oliwką
200ml w promocji za 15-30zł


Maseczkę mam z programu motywacyjnego. Długo biłam się z myślami czy ją sobie zostawić, bo pamiętałam, że poprzednio do końca nie byłam zadowolona. Ale wiele osób wypowiada się o niej w samych superlatywach, więc postanowiłam spróbować powtórnie. Moje włosy są cienkie, przesuszone i szybko się przetłuszczają.

Maseczka jest w pudełku z zakrętką - rozwiązanie bardzo wygodne, bo kosmetyk można zużyć do końca. Dodatkowo jest zabezpieczenie w postaci folii, więc jest i sterylnie i wieczko nie brudzi się np w czasie transportu. Opakowanie jest przyjemne dla oka, a ja dodatkowo po zużyciu maseczki myję je i używam powtórnie w innym celu (więc jest też ekologicznie). Zapomniałabym wspomnieć, że pod spodem znajdują się wszystkie informacje w formie książeczki. Rozklejenie tych foliowych stron, aby przeczytać, jak jej użyć to jakiś horror.


Maseczka nie jest najwygodniejsza w użyciu. Trzeba nałożyć na włosy, odczekać 10 min i spłukać. Stosujemy ją raz w tygodniu.


Ma konsystencję zielonej mazi i jak dla mnie pachnie zielskiem. Dobrze się ją nabiera na palce i nie ma problemu z jej nakładaniem. Po jej spłukaniu włosy wydają się miękkie, ale po wysuszeniu nie jest już tak pięknie. Maseczka strasznie obciąża włosy i już następnego dnia są przetłuszczone. Dopiero po ich powtórnym umyciu są przyjemnie miękkie i lekkie. Efekt ten utrzymuje się do kolejnego mycia.


Próbowałam używać jej na różne sposoby. Gdzieś przeczytałam, żeby używać jej przed myciem włosów to wtedy tak nie obciąża włosów. Ale wtedy też nie zauważyłam tego nawilżenia włosów i tej miękkości. Jak nakładałam ją na krócej czyli 3-5min, to moich włosów juz tak nie obciąża i w moim przypadku jest to najlepsza opcja.

Nie odpowiada mi ani ona, ani efekty, więc ja już zakupu nie powtórzę. Moje pierwsze wrażenia kiedyś były jednak słuszne.

czwartek, 19 lipca 2012

Ceridal Lipogel

Bardzo dawno temu, moja druga połówka pracowała w firmie, która współpracowała ze STIEFEL (aktualnie ta firma należy do GSK). Dzięki temu co miesiąc miał prawo do przydziału kilku kosmetyków. Między innymi trafił do mnie Ceridal Lipogel.


Nie szukajcie o nim informacji w necie, bo za dużo nie znajdziecie, a tym bardziej na polskich stronach. W Polsce ten krem nawet nie jest w sprzedaży. Jest to kremik przeznaczony na rynek skandynawski. Dlaczego?? Bo nie zawiera w sobie ani grama wody i jest idealny przy temperaturach -20stC i niżej.

Nawet nie wyobrażacie sobie ile ja się naszukałam do czego on jest (dobrze że google tłumaczy strony z fińskiego, szwedkiego itp na polski). W sezonie zimowym natłuszczam nim sobie łapki i dzięki temu mi tak nie marzną i skóra się nie odmraża (500 razy lepszy od Neutrogeny). Ale jak mrozy minęły to wymyśliłam, ze postawię go sobie przy zlewie i będę nim smarować łapki przed myciem naczyć. Jest cudowny <3 Dzięki niemu rąsie tak mi się nie wysuszają i nie niszczą - jak bym wogóle ich nie moczyła w wodzie i detergencie.

Tak naprawdę to krem do całego ciała, stąd ta tuba 150ml, ale jest bardzo tłusty. Nie na nasz klimat, chyba że znowu na Polskę zejdzie lądolód. Wyciska się go opornie z tej tubki. Jest gęsty, a rozsmarowuje się go całkiem przyzwoicie, bez smug.




Krem potrzebuje chwili, żeby się wchłonąć i pozostawia na skórzę taką ochronną warstewkę, ale nie jest to tłusty film. Skóra jest świetnie nawilżona, robi się delikatna, miękka i gładka.

Zachwycam się nim, głównie ze względu na właściwości ochronne i wydajność. A ma ją świetną, nie potrzeba go dużo, więc mój juz się przeterminował :(. Nie wyrzucę go zostało mi jeszcze pół tubki, ale na twarz go już nie nałożę. Zostawiam go do stópek, dłoni i wszystkich przesuszonych miejsc.

Kupiłybyście taki specyfik, gdyby był dostępny?






środa, 18 lipca 2012

Oriflame dezodorant antyperspiracyjny Nature Secrets z energizującą maliną i miętą

Zauważyłam jakiś czas temu, że wszystkie te mocniejsze antyperspiranty strasznie wysuszają mi skórę pod pachami. Postanowiłam coś z tym zrobić. Miałam jednak obawy, czy te słabsze antyperspiranty dadzą radę, bo kiedyś mocno się pociłam. Okazało się że od tamtego czasu wiele się zmieniło w moim ciele i w życiu (prowadzę już mniej intensywny tryb życia), a te zwyklaki dają radę :)

Aktualnie używam tych mocniejszych typu "Garnier mineralny" czy "Rexona" na wyjścia, nacodzień te delikatniejsze, a typowych blokerów przestałam używać wogóle.


Jednym z takich zwyklaków nacodzień jest własnie ta kulka miętowo-malionowa z Oriflame.
50ml w cenie do 10zł w promocji

SKŁAD:AQUA, ALUMINUM CHLOROHYDRATE, PPG-15 STEARYL ETHER, STEARETH-2, CYCLOPENTASILOXANE, PROPYLENE GLYCOL, STEARETH-21, CYCLOHEXASILOXANE, PARFUM, LIMONENE, GLYCERIN, ALLANTOIN, HEXYL CINNAMAL, LINALOOL, BENZYL SALICYLATE, MENTHA AQUATICA EXTRACT, RUBUS IDAEUS EXTRACT, ALPHA-ISOMETHYL IONONE, GERANIOL, POTASSIUM SORBATE

Opinie są o niej pozytywne, więc pomyślałam dlaczego nie - chociaż wolę antyperspiranty bezzapachowe , tak aby nie gryzły się z perfumami:)


Samo opakowanie jest bardzo optymistycznie kolorowe. Ma fajną zakrętkę, ponieważ można pod koniec postawić dezodorant do góry nogami.  Kulka chodzi bezproblemowo i się nie zacina. Ale.... I jest to moje największe zastrzeżenie - kulka jest jakby ciut za mała i wylewa się z niej bokiem (zresztą specjalnie zdjęcie zrobiłam kiedy sie już nakretka ubrudziła, żebyście mogły zobaczyć o co mi chodzi z tym rozlewaniem).

Po aplikacji skóra pod pachami jest chwilę mokra i można sobie "uślicznić" bluzkę, więc trzeba odczekać. Dla mnie to akurat nie problem, bo zanim się ubiorę to jeszcze muszę się wszystkim wysmarować. Delikatny miętowo-malinowy zapach unosi się do 2h, potem znika.

Dezodorant chroni przed przykrym zapachem, jednak przed plamami pod pachami chroni tylko kilka godzin Przy sporym, długotrwałym wysiłku fizycznym, już tej pełnej ochrony nie daje - jest za słaby.

Oceniam go na 4/5. Nie jest rewelacyjny, ale ma fajny, świeży zapach i pozwala oddychać skórze.

Avon woda toaletowa Slip Into...Daring

Wstyd się przyznać, ale stałam się posiadaczką kolejnych avonowych perfum ...

Tym razem nowość z katalogu 13
woda toaletowa Slip Into..Daring 50ml za ok. 40-50zł w promocji


Na pierwszy ogień butelka, która jest bez szału, chociaż zaskoczeniem dla mnie jest czarny wężyk, bo jest taki nie avonowy :P

KATEGORIA: ORIENTALNO-OWOCOWA
NUTY GŁOWY: soczysta pigwa, dojrzała nektarynka, gruszka.
NUTY SERCA: jaśmin, orchidea, peonia.
NUTY BAZY: czarna wanilia, drzewo sandałowe, włoska skóra

Wystarczy przeczytać, aby już wiedzieć, że będzie to kolejny słodziak. Jednak nie są landrynkowe pomimo owoców, peonii i wanilii. Raczej takie seksowne i bardziej wyrafinowane.

Na uwagę też tu zasługuje wanilia, która nie jest tak obrzydliwie słodka. Niby to czarna wanililia o_O, szczerze pierwszy raz słyszę, ale ładnie pachnie. To chyba ta elegantsza siostra zwykłej wanilii. A co najważniejsze nie krzywdzi mojego nosa, jak to robi zwykła wanilia.

Zastanawiało mnie dlaczego to jest tylko woda toaletowa, ale zagadka rozwiała się po pierwszym spryskaniu - perfumki są dosyć trwałe i intensywne jak na zwykłą wodę toaletową.

Pierwsze co czujemy w tych perfumkach to morela i wanilia. Gruszka niestety gdzieś ginie. Potem dochodzą nam kwiaty i drzewo sandałowe. Nie jest to zapach ani lekki, ani świeży. Jednak nie przytłacza i nie jest przesłodzony.

Jeśli o mnie chodzi to jestem na tak :)








poniedziałek, 16 lipca 2012

Essence lakier do paznokci 88 falling in love

Kupiłam ten lakier na wyprzedaży w drogerii Natura, bo Essence zmienia opakowania (swoją drogą na dużo ładniejsze). Jeśli uda Wam się dorwać jeszcze ten kolorek to polecam.


Jest to lakier z serii "colour&go" nr 88 falling in love. Jest to mleczny, bardzo jasny róż (długo szukałam takiego odcienia). Jego wykończenie nie jest ani matowe ani błyszczące. Taki idealny jako podkład pod wzorki, u mnie pod kolorowe kropeczki :P Robiłam je pierwszy raz, więc nie są idealne i ładne, ale i tak wyglądają nieźle :)


Buteleczka ma 5ml (dla mnie to plus, bo zdążę go zużyć zanim zgęstnieje), jest zgrabna i o bardzo prostej stylistyce. Fajną opcją jest że "rączka/zakrętka" jest w kolorze lakieru i łatwo go wyszukać pośród innych. Niestety ta "rączka/zakrętka" jest troszkę przykrótka i przez to dla mnie mało wygodna.

Sam pędzelek jest fajnie miękki i szeroki, wiec dobrze się nim maluje.

Do pełnego krycia potrzebne są tylko dwie warstwy, lakier nie smuży i bardzo szybko wysycha.

Biorąc po uwagę cenę oraz jego jakość jestem bardzo zadowolona i już nie mogę się doczekać Essence w nowej wersji :)

Alterra peeling do ciała żurawina i figa

No ja nie mogę!!! Jak sobie wyhoduję ładne pazurki, to jeden wredny drań (czyli prawy fak jak go nazywam bo mnie wkurza) znów mi się złamał :(
Buuuu, chce mi się płakać. Ciekawe czy uda mi się go podkleić zanim całkiem pęknie :(

A teraz powrót do peelingu Alterra z żurawiną i figą :)

Skusiłam się na niego w promocji w Rossmann'ie pod wpływem mega zachwytów na marką Alterra. Najczęściej przewijało się : "kosmetyki naturalne", "tanie", "bardzo dobre". Ale zdarzają się też opinie niepochlebne i taka będzie moja.



Za 6,99zł kupiłam ten oto peeling w tubce o pojemnoście 200ml

Ma postać rzadkiej galaretki z pestkami w środku. Pestek jest bardzo niewiele i są raczej dla bajeru. Za pierwszym razem pomyślałam że to jakaś kpina a nie peeling, ale jest tam jeszcze taki drobniutki piaseczek i to on jest drapakiem w tym peelingu. Zapach jest bardzo delikatny, ledwo wyczuwalna słodka żurawina i egzotyczna figa. Jak dla mnie zapach za mało intensywny.


Peeling bardzo łatwo z dłoni spada na dno wanny/prysznica, zresztą z ciała też spływa. Musimy nabrać odpowiednią ilość i wmasować (dosyć intensywnie zresztą) w daną część ciała. Po jakimś czasie się delikatnie spieni. Efektu tarcia/zdzierania praktycznie wogóle nie czuć w czasie wykonywania zabiegu. Potem znowu troszkę wyciskamy na dłoń i znowu zdzieramy martwy naskórek z kolejnej nogi, reki czy innej części ciała. Jednym słowem używanie tego peelingu jest bardzo czasochłonne, a sam peeling mało wydajny, bo na raz idą jakieś kosmiczne ilości.

Po takim moim tarciu skóra niby jest gładsza, ale nie jest to jakiś spektakularny efekt. Po tym jak się spieni, nie łatwo go potem spłukać z ciała. Te czarne pesteczki za to wchodzą w każdy zakamarek ciała, zwłaszcza pod dłuższe paznokcie.

Podsumowując:
Oczekiwałam peelingu a dostał żel pod prysznic. Na dodatek taki mało wydajny i słabo pachnący. W sumie na żel też się nie nadaje, bo za słabo się pieni.

Ja już się nie skuszę na zakup i jeśli szukacie fajnego drapaka do ciała to nie polecam.

Prestige Cosmetics kolagenowe płatki pod oczy z kwasem hialuronowym

Ot taki jednorazowy bajer. Kupiłam w promocji (ok 5zł) w Rossman'ie bo w cenie regularnej to bym się nie skusiła (ok 8zł). W opakowaniu są dwa białe galaretowate płatki.


Wydobycie ich z tej folii jest trudne - mocny klej. Z drugiej strony opakowanie musi być szczelne, żeby platki nie wyschły. Są one śliskie i galaretowate. Trzeba uważać żeby nie wylądowały na ziemi.


Należy je nałożyć pod oczami. Niestety zjeżdżają na policzki, więc chciałam/nie chciałam musiałam położyć się na pół godziny (dobrze ze jest blogger).


Podczas "kuracji" bardzo przyjemnie chłodzą i nie podrażniają oczu (są bezwonne). Synek stwierdził, że go przerażają i żebym je zdjęła :P

Po półgodziny:
- nie ma nawet śladu po opuchliźnie
- skóra jest wygładzona i nawilżona
- a nawet cienie ciut rozjasnione, ale bez szału

Na opakowaniu jest informacja, żeby resztkę serum z płatków wmasować pod oczy. U mnie płatki wyschły i nie ma czego wsmarowywać (to daje Wam obraz jak mam suchą skórę).

Cudów nie ma ale płatki zdecydowanie poprawiły kondycję skóry pod oczami. Dlatego kupię je jeszcze jak będą w promocji i będę trzymała jaki taki doraźny środek przed ważnymi wyjściami :)

niedziela, 15 lipca 2012

Post zakupowy :)

Tak, tak wiem, świrus jestem, ale ja poprostu lubię kupować (to się fachowo zakupoholizm się nazywa). Dziewczyny coraz chętnie przyłączają się do akcji "miesiąc za 50zł" ale ja bym nie potrafiła. Bo jak coś jest okazyjnie tanio to jest już moje, a zapasu nigdy za dużo.

Oczywiście umiem wyjść ze sklepu bez zakupów, ale jeśli mogę sobie pofolgować, to dlaczego nie. A więc ostatnio mi się przytrafiło:

- przy okazji zamawiania chemii niemieckiej
mydło w płynie Astonish 500ml za 5,92zł
















szampon Schwarzkopf 400ml za 6,91zł
















szampon Sence 425ml za 4,96zł
















25sztuk za 3,83zł












płyn do kąpieli o zapachu gumy balonowej 400ml za 8,14zł
















- zakupy w Avonie

Avon Planet Spa Morze Martwe peeling do ciała i żel do twarzy za 1,99zł :D















Avon woda Herve Ledger Intrigue z wymianki na wizażu - moje koszty ogółem to ok 7zł















Avon balsam do ciała Anew za 1zł
woda toaletowa Slip Into...Daring za 10zł















Komplet biżuterii Ohura za 37,52 i bransoletka Spicy Market za 1zł
















krem antycellulitowy Anew za 1zł
















- zakupy drogeryjne
lakier sensique za ok 3zł
top essence za 6zł
lakier essence za niecałe 4zł
lakier sensique za 3zł











zel pod prysznic za 3zł o cudownym świeżym zapachu rabarbaru i cytryny













olejek pod prysznic Isana za 4,4zł
















żel pod prysznic (boski zapach!!!) za 6 albo 7zł
















chusteczki Cleanic za 2,4zł

















peeling cukrowy Perfecta za 13zł













żel Luksja 500ml za 3zł :D















peelingi myjące Joanna po 3,5zł











lakiety Miyo po 4,5zł
limonkowy i miętowy











- zamówienie z Oriflame


mini woda Volare Magnolia za ok 23zł
















peeling enzymatyczny Royal Velvet
















peeling cukrowy Milk&Honey















żel pod prysznic Kenya
















I to by było wszystko :P W sierpniu i we wrześniu raczej już nic nie kupię :(